Rozdział I cz.2
- Wchodź -
powiedział, gdy się zatrzymali. Gilfras nie poznawał swojego przyjaciela.
Nigdy tak się nie zachowywał. Zawsze mogli
porozmawiać o wszystkim w dowolnym momencie. Czuł, że na Wertianie stało się
coś złego, coś, co wiązało się z tym dziwnym kryształem i Upiorem. Miał dziwne
przeczucie, że zaraz się tego dowie, choć nie do końca był pewien, czy tego
naprawdę chce. Na razie nie pozostawało mu nic innego, jak wspiąć się do
mieszkania Celtima.
- Witaj
Gilfrasie!- powitała go długonoga elfka o czarnych, jedwabistych włosach,
spływających jej na ramiona, a niesforny kosmyk opadał na jej niewiary gnie
błękitne, duże oczy, które wręcz idealnie komponowały się z jej niedużym, lekko
zadartym nosem i krwistoczerwonymi ustami.
Ubrana była w elegancki skórzany kaftanik, poprzecinany
złotymi nićmi, a spod niego wysuwała się piękna zielona suknia.
Gilfras nie znał jej, gdy ostatni raz widzieli się z
Celtimem, ten nie miał jeszcze żadnej towarzyszki życia, co więcej twierdził
wtedy, że miłość jest dla słabeuszy i naiwniaków. To najwyraźniej się zmieniło.
- Jestem Asmalla, przyjaciółka Celtima. Słyszałam o
tobie wiele miłych słów od mojego ukochanego – uśmiechnęła się serdecznie,
wyciągając do niego zgrabną dłoń.
- Miło mi cię
poznać, Asmallo.- odpowiedział jej na przywitanie, skłaniając się w pas i
całując elfkę w rękę.
- O! Widzę, że
zdążyliście się już poznać. Dodam tylko, że wkrótce planujemy ślub i serdecznie
zapraszamy cię na ceremonię przysięgi oraz późniejszą ucztę.- powiedział
Celtim, gdy tylko wszedł na górę i objął w pasie swoją narzeczoną, dając jej na
przywitanie słodkiego całusa w policzek.
- Co za radość!
Gratuluję! Czemu nie wspomniałeś mi o tym w liście? Nie planowałem większych
uroczystości… nie zabrałem strojów odpowiednich na tak ważną uroczystość
–wielki uśmiech zagościł na twarzy Gilfrasa.
- Nie szkodzi.
Na Wertianie można znaleźć równie przepiękne szaty jak na Lorfitien.- odparła
Asmalla, widząc zakłopotanie gościa.- Ale, ale, rozgość się, zaraz podam coś do
jedzenia. Z pewnością jesteś głodny- dodała, po czym znikła w dalszej części
mieszkania.
Dom Celtima miał
tylko jedno piętro, lecz miejsce rozgałęzienia było na tyle duże, aby na jednym
poziomie zmieścić dwie małe, jednoosobowe sypialnie, jedną dużą, dwuosobową
oraz wszystkie inne niezbędne pomieszczenia. Główne pomieszczenie, oddzielone
od części kuchennej zaledwie zieloną zasłoną, wyglądało bardzo przytulnie.
Widać było, iż gospodarz ma dobrze wyrobiony gust. Obrazy, magiczny płomień w
malutkim kominku, wygodne siedziska okryte bodowym, grubym kocem, wszystko to tworzyło
pewną oazę spokoju od zgiełku panującego na dole. Asmalla krzątała się po
kuchni, nucąc nostalgiczną pieśń o kolejach życia jakiegoś króla Eidionu. Wtedy
Gilfras postanowił wykorzystać okazję, że są z Celtimem sami i zapytać
przyjaciela o jego tajemnicze zachowanie na Placu Leśnym.
Celtim spuścił wzrok i przez chwilę tępo wpatrywał się
w podłogę, tak jakby nie wiedział od czego powinien zacząć, wkrótce jednak
odpowiedział przyciszonym, ponurym tonem:
- Widzisz przyjacielu, od dłuższego czasu nasze miasto
nawiedzają po zmroku dziwne, krwiożercze zjawy. Pierwszy raz pojawiły się
siedem miesięcy temu, podczas Święta Wiosny. To była istna rzeź. Wszędzie było
pełno krwi, na całym placu leżały ciała zabitych elfów. Razem z Asmallą i jej
rodziną ledwo zdołaliśmy im uciec. To był… jest… jakiś koszmar. Chyba nie ma w
Ceintiren rodziny, która nie straciłaby wtedy kogoś bliskiego. Od tamtej pory,
Upiory Zmroku, jak je zaczęto wkrótce nazywać pojawiały się jeszcze kilka razy
i zawsze kończyło się to tragedią. Nocą nikt, kto został na dworze nie jest
bezpieczny. Mało tego, te Upiory pojawiają się również w innych miastach,
królestwach!
- Upiory Zmroku? Tak je nazywacie?
- Skąd o nich
wiesz? Czyżbyś je spotkał?- Celtim słowo „je” wymówił z nieukrywanym przerażeniem,
ale na jego twarzy malowała się cała mieszanka uczuć. Strach i radość, a przede
wszystkim zdumienie.
Gilfras nie
odpowiedział. Skinął jedynie w potakującym geście głową.
- Jakim cudem
przeżyłeś? Przecież… przecież nikt nie uszedł jeszcze żywy ze spotkania z nimi.
Ani jeden człowiek, centaur, hobbit czy elf!- Celtim nie krył swych emocji, z
entuzjazmem i niedowierzaniem wyliczając kolejne rasy – mało tego, z tymi
potworami nie radzą sobie nawet magicy!
- Uratowało mnie
to. – Gilfras wyciągnął zaciśniętą dłoń nad stół, przy którym siedzieli. Po
chwili ją otworzył, a z pięści wyleciał malutki kamyk. Elf przyciągnął rękę do
siebie i zaczął opowiadać swoją przygodę w lesie.
W trakcie
opowieści wróciła Asmalla, przynosząc kosz tutejszych owoców i również zaczęła
uważnie przysłuchiwać się opowieści gościa. Gdy ten skończył, krzyknęła z nutą
wyrzutu do Celtima:
- Mówiłam ci, że
mój ojciec miał wizję! Nie chciałeś mi wierzyć! Teraz widzisz? W końcu masz
dowody, niedowiarku jeden!
- Ależ moja
droga Asmallo, to nie są żadne dowody!
- Owszem są!
- A mogę
wiedzieć, o co chodzi?- Gilfras zmieszany obrotem rozmowy, postanowił wtrącić
się we sprzeczkę pary.
- Oczywiście,
Gilfrasie. Mój ojciec nie tak dawno miał wizję. Dosyć bolesną i nie wiele z
niej pamiętał. Mówił jedynie, że chodziło o jakieś kryształy. Niestety poza tym
nie powiedział nic konkretnego – odpowiedziała narzeczona Celtima.
- Mówisz, że ta
wizja była bolesna?
- Tak –
odpowiedziała, nieco zaskoczona pytaniem, Asmalla.
- Mógłbym się spotkać
z twoim ojcem, Asmallo?- spytał Gilfras. Ta boleść wizji go zaintrygowała.
Najprawdopodobniej chodziło o ten sam kryształ, ale wolał to sprawdzić. Poza
tym, ojciec Asmalli mógł sobie jeszcze coś przypomnieć, dzięki czemu tajemnicza
moc kryształu stałaby się bardziej znajoma.
- Oczywiście.
Ale może jutro? Zaczyna się ściemniać, a po zachodzie lepiej nie wychodzić z
domów. Muszę już iść.- odpowiedziała smutno, spoglądając na krajobraz za oknem.
Wstała z gracją i skierowała się na taras okalający
dom, a następnie zwinnie przeszła jednym z pomostów, aby po chwili zniknąć
pomiędzy gałęziami drzew.
- Piękna – stwierdził
z westchnieniem Gilfras, pragnąc zmienić temat. Nie chciał przypominać sobie
wydarzeń ostatniej nocy, które powoli zaczynały powracać.
- Wiem. Będzie
dobrą żoną. Dba o rodzinę. Sam słyszałeś.- pomimo odbytej przed chwilą kłótni,
Celtim uśmiechał się. Kochał Asmallę.
- Tak. Jak
lwica. Szczęściarz z ciebie, Celtimie.
- Zazdrościsz
mi?
- Wiesz, ja na
swoją pokrewną duszę jeszcze nie trafiłem.- Gilfras wzruszył ramionami.
- Mówiłem ci, że
jak będziesz cały czas siedział w Lorfitien to nigdy nie znajdziesz żadnej! Ale
spokojnie, czuję, że już niedługo spotkasz jakąś przepiękną elfkę. Choć na
pewno nie tak cudną jak moja Asmalla.- gospodarz uśmiechnął się z przekąsem, a
Gilfras uniósł brwi.- ale teraz rozgość się i zapomnij o wczorajszych
przeżyciach. Domy dają ochronę.
- Nie przypominaj mi o wczorajszym. Na samą myśl ciary
mnie przechodzą… brr… ale wracając do tematu. Nie sądziłem, że tak szybko
zmienisz zdanie. Gdy ostatnio się widzieliśmy z uporem utrzymywałeś, że nigdy
się nie zakochasz, że miłość to coś dla głupoli i naiwniaków.
- Może, ale też i dla takich farciarzy jak ja –
skomentował wesoło Celtim. – Ale skoro mamy rozmawiać na te tematy, jak nic
przyda się karafka pełna nalewki z jagód mutrii – dodał po chwili i wyciągnął
ze schowka ozdobny szklany pojemnik, wypełniony po brzegi granatowym,
jedwabistym płynem.
- O tak! Jak nic innego! – zaśmiał się wesoło gość.
Po kilku godzinach ożywionych rozmów i wspomnień
dawnych lat Gilfras udał się do swojego pokoju na spoczynek. Długo nie mógł
zasnąć. Wspomnienia ostatniej nocy, odepchnięte w głąb podświadomości podczas
rozmowy z przyjacielem, w końcu dały o sobie znać. Mimo to w pewnym momencie
Gilfrasowi udało się wreszcie zasnąć.
***
Bynajmniej nie
na długo. Dwie godziny potem obudził go okropny hałas, dobiegający z ulic
miasta. Kiedy nerwowo otworzył oczy, pokój był cały skąpany w czerwonym świetle
ognia, brutalnie wdzierającym się przez okno. Gilfras od razu domyślił się co
się stało. Upiory zaatakowały śpiące miasto i podpaliły czarami niektóre z
tahronów, aby wypłoszyć elfy z domów. Gilfras spojrzał szybko na kryształ
leżący na stoliku. Znowu emanował dziwną poświatą. Elf pośpiesznie chwycił
kamień i broń. Po chwili był już w sypialni Celtima, ale tam go nie znalazł. W
mgnieniu oka zrozumiał gdzie jego przyjaciel mógł pobiec. Wybiegł na taras i
skierował się w stronę, gdzie kilka godzin temu znikła Asmalla. Nie było to
proste, kilka z pomostów było już zerwanych przez szalejący wszędzie
niebezpieczny żywioł, przez co musiał szukać okrężnej drogi. Elfie zdolności na
szczęście mu pomagały. Co prawda nie wiedział, gdzie znajduje się dom ukochanej
Celtima, mimo to czuł że zmierza w dobrym kierunku. Nagle usłyszał znajomy krzyk:
- Oszczędź ją!
Nic nie zrobiła! Zabij mnie!- to był głos Celtima. Byli na dole, oparci o
drzewo. Celtim obejmował Asmallę. Nad nimi stał jeden z Upiorów, gotowy zadać
cios zielonym mieczem. Gilfras w momencie zsunął się na ziemie po najbliższej
drabinie.
Teraz zrozumiał.
Tą scenę widział w krysztale!!! To była wizja!
Schował miecz.
Wiedział, że w tej chwili jest on zbędny. Chwycił natomiast za kamień.
- Zostaw ich!!!-
powtórzył zdanie z ubiegłej nocy, lecz o sekundę za późno. Upiór zdążył już
zadać pierwszy cios i zabić Celtima.- Odejdź stąd i nigdy nie wracaj. Ty i twoi
towarzysze!- burknął do zjawy. Wiedział, że teraz nie może pomścić przyjaciela.
Mógł jedynie uratować Asmallę. Upiór, o dziwo, usłuchał. Jego towarzysze chyba
również, bo za chwilę umilkły wszystkie wrzaski. Pozostałe elfy zwyczajnie
oniemiały, nie wiedząc, co ich uratowało. Gilfras jednak się tym nie
przejmował. Upadł na kolana obok ciała Celtima. Spóźnił się. O sekundę, może
dwie. Nie płakał. Patrzył tylko na ciało przyjaciela. Nie potrafił go uratować.
Zwiesił głowę. Stracił największego przyjaciela. Nie mógł sobie tego darować.
Nagle poczuł czyjeś ciepłe ramiona, oplatające jego szyję, a koło swojej twarzy
poczuł inną. To była Asmalla.
- Przepraszam. –
powiedział cicho, tak aby tylko oni dwoje to słyszeli. Nic więcej nie był w
stanie powiedzieć. Tylko tyle. I aż tyle.
- Nie mam do
ciebie żalu, choć kochałam Celtima - puściła go. Dopiero teraz zobaczył jej
twarz. Była cała rozpłakana. Odwróciła głowę.- I tak powinnam być ci wdzięczna.
Dzięki tobie żyję.
Tym razem to on
ją przytulił. Teraz poczuł, że cała drżała. Nie miał pojęcia, czy to po straci
ukochanego czy ze strachu, że Upiory wrócą. Nigdy zbytnio nie rozumiał elfek.
Były dla niego jak jedna wielka niewiadoma. Starał się ją uspokoić, choć na
chwilę. Niezbyt jednak mu to wychodziło, pewnie z braku doświadczenia, tak
myślał.
Tymczasem niebo zaczęło się rozjaśniać. Wstawał nowy
dzień. Dookoła nich tliły się jeszcze resztki nocnego pożaru, który zaczęła
gasić część mieszkańców. Gdzieniegdzie leżały ciała zamordowanych elfów. Ci,
którzy przeżyli najazd klęczeli przy swoich zmarłych, opłakując ich śmierć.
Powoli las zaczął rozbrzmiewać pięknymi, lirycznymi, żałobnymi pieśniami.
Gilfras delikatnie puścił Asmallę. Elfka otarła łzy. Natomiast on wstał powoli
z ziemi i wziął ciało Celtima na ręce.
- Gdzie
urządzacie zwykle ceremonie pogrzebowe po…?- zapytał bez żadnych emocji.
Zupełnie bezbarwnie. Nie spodziewał się tego po sobie. Nie po tym.
- Na polanie
Ostatniego Marzenia - odpowiedziała cichym, płaczliwym głosem Asmalla.
Ruszył we
wskazanym przez Asmallę kierunku. Elfka szła kilka kroków za nim. Podobne
grupki również zmierzały w stronę placu. W końcu znalazły się tam wszystkie
elfy z Ceintiren, żywe i martwe. Wszyscy składali ciała pośrodku placu. Tam też
zmarłego Celtima położył Gilfras. Cofnął się kilka kroków. Wtedy bliżej stosu
przystąpił jeden z elfów. Widać już było na jego twarzy doświadczenia minionych
wieków. Z jego twarzy można było wyczytać, że widział zarówno szczęście, jak i
zło tego świata. Zapadła cisza.
- Bracia i
siostry! Tej nocy spotkało nas kolejne wielkie nieszczęście. Można je porównać
jedynie z Nocą Cienia.
- To mój ojciec,
Asmallar.- powiedziała szeptem Asmalla, tymczasem stary elf mówił dalej.
- Nie oszukujmy
się. To wielka strata i będzie nam brakować każdego z braci i sióstr, którzy
zginęli. Dziś każdy z nas utracił część swojej duszy, swego serca. Ale miłość
tych, którzy odeszli do krainy wieczności na zawsze pozostanie w nas. – stary
elf skończył mówić. Podszedł do stosu i podpalił je dziwnym, niebieskawym
ogniem. Po chwili zajęły się nim wszystkie ciała. Nie paliły się długo, ledwie
kilka minut. Później, rozpłynęły się w powietrzu jak za dotknięciem czarodziejskiej
różdżki. Asmalla podbiegła ze łzami w oczach do ojca, wtulając się w jego,
długą, niebieską szatę. Asmallar objął mocno córkę. Po chwili do pary podszedł
nieśmiało Gilfras. Stary elf spojrzał na niego pytającym wzrokiem. Gilfras
zdobył się tylko na jedno, krótkie zdanie:
- Panie, Celtim
nie żyje.- starzec pocałował delikatnie Asmallę w czoło. Nie powiedział do niej
nic. Znał ją doskonale. Wiedział, że rozgrzebując tę ranę po stracie ukochanego
tylko powiększy jej cierpienie, a tego nie chciał. Zwrócił się natomiast do
Gilfrasa:
- Uratowałeś
moją córkę?
- Tak, ojcze.-
uprzedziła go Asmalla. Jej ojciec popatrzył na Gilfrasa z niedowierzaniem. Do
tej pory schronienie zapewniały tylko domy, symbole miłości i domowego ciepła.
- Tym – odpowiedział
na spojrzenie Gilfras i pokazał Asmallarowi zielony kryształ. Ten wypuścił
córkę ze swoich czułych ramion i podszedł do elfa. Obejrzał dokładnie kryształ,
a później spojrzał jego „właścicielowi” prosto w oczy. Po chwili brązowe
tęczówki starca znikły, on sam zaczął natomiast przemawiać niezwykłym,
wyjątkowo dźwięcznym, nawet jak na elfa, głosem:
Kres swój ma
Każdy dzień i każda noc,
Co przychodzi gnębić nas.
Tęczy kolory
W biel połączy, ten, kto
W najmniejszym dostrzeże moc.
Pokona zło,
Ten, co miłość dla każdego w sercu ma
Elfa, człeka, krasnoluda czy nizołka.
Ty go znajdziesz,
Synu mój, oko mądrości masz,
Nie gardź tym, co niepozorny jest.
Kres swój ma
Każdy dzień i każda noc,
Co przychodzi gnębić nas.
Tęczy kolory
W biel połączy, ten, kto
W najmniejszym dostrzeże moc.
Pokona zło,
Ten, co miłość dla każdego w sercu ma
Elfa, człeka, krasnoluda czy nizołka.
Ty go znajdziesz,
Synu mój, oko mądrości masz,
Nie gardź tym, co niepozorny jest.
Albowiem
tylko czysta miłość
Kryształu
posiada siłę,
Aby
zniszczyć dziecko nienawiści.
Lecz
tylko z boską radą i pomocą,
Możesz
dokonać tego,
Co
niemożliwym jest.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz