Ekonomia

Tymczasem makroekonomia (jak i jej „mamuśka” – ekonomia oraz „siostra” – mikroekonomia) nie jest nauką suchych pojęć, ale przede wszystkim relacji między nimi, z których często statystyczny Polak nie zdaje sobie sprawy, choć decydują one niejednokrotnie na jakim poziomie żyje. Tak więc trzeba się troszkę podedukować moim zdaniem. A teraz do meritum:

Zasiłek dla bezrobotnych


Zasiłek dla bezrobotnych, cóż to takiego? Konkretniej przyjmuje ono postać ubezpieczenia od utraty pracy: polega na tym, że państwo zapewnia pewien dochód pracownikom, którzy tracą pracę. Tak i na tym mniej więcej kończy się powszechne prawidłowe mniemanie o zasiłku. Od czasu do czasu w telewizji lub Internecie można usłyszeć głosy, że państwo powinno podwyższyć zasiłek dla bezrobotnych. Jednak rząd rzadko kiedy to robi, zastanawialiście dlaczego? Część osób z pewnością odpowie „ chcą egoistyczni i całą kasę ciągną dla siebie” pewnie jest i w tym sporo prawdy, jednak problem z punktu widzenia naukowego jest bardziej złożony. Podwyższenie zasiłku dla bezrobotnych powoduje określone konsekwencje. Owszem na chwilę obecną pozytywne dla społeczeństwa (o nich nie piszę, bo są proste do wydedukowania), ale w dłuższej perspektywie niekoniecznie. Niby dlaczego? W tym momencie posłużę się przykładem pewnego bezrobotnego z Niemiec. Co prawda jest to skrajny przypadek, ale… idealnie pokazujący negatywne skutki podwyższenia zasiłku:


Uogólniając: zbyt wysoki poziom zasiłku może zniechęcić ludzi do podjęcia pracy, co spowoduje z kolei wzrost bezrobocia. No bo po co harować jak za podobną kasę można siedzieć w domu i nic nie robić? Byłoby nawet i ciekawie gdyby nie stagnacja gospodarcza (nie kryzys!)

Dobra, czyli jak powinien kształtować się poziom zasiłku? Według Leviatan’a zasiłek powinien być wypłacany jedynie przez 6 miesiący:


Moim skromnym zdaniem jest to również skrajność. W tej sytuacji najlepszy jest środek. Zasiłek nie może być wypłacany jedynie przez 6 miesięcy. Sama znam przypadki, kiedy ludzie pomimo aktywnego szukania pracy nie znaleźli jej w takim okresie. Wysokość zasiłku zaproponowana przez Leviatana jest jak najbardziej akceptowalna, ponieważ umożliwia „przeżycie”, ale równocześnie jest na tyle niska by motywować do poszukiwania pracy, które mogą spowodować polepszenie warunków życia. Jednakże, nie zgadzam się stanowczo, że zasiłek powinien być wypłacany przez 6 miesięcy. Jest to krzywdzące dla tych osób, które nie ze swojej winy nie mogą znaleźć pracy, ale dlatego, że jej zwyczajnie nie ma w miejscu zamieszkania. Co w związku z tym? Trzeba zmienić zasady przyznawania zasiłku. Konkretniej: do zasiłku powinni mieć prawo jedynie ci, którzy przedłożą odpowiednie dokumenty poświadczające udział w przynajmniej kilku rozmowach kwalifikacyjnych w ciągu ostatniego przykładowo miesiąca, rzecz jasna z pieczątkami i podpisami, żeby uniknąć fałszerstw.

Tak więc, jeśli znowu przyjdzie komuś ochota krzyknąć: ZWIĘKSZYĆ ZASIŁKI DLA BEZROBOTNYCH, niech najpierw zastanowi się nad konsekwencjami.

Oszczędności


Zapewne każdy z Was pamięta słynną wypowiedź naszego wicepremiera Pawlaka o jego oczekiwaniach (a raczej ich braku) co do państwowych emerytur. Moim zdaniem pan Pawlak jak rzadko kiedy był z Polakami do końca szczery. Świadczy o tym chociażby fakt późniejszego rugania go za tę wypowiedź od premiera Tuska i szybkim wycofaniu się ze stanowiska, że tak naprawdę przyszli emeryci nie mają na co liczyć i lepiej samemu zatroszczyć się o swoją przyszłość. Dlaczego? Po pierwsze: w ciągu ostatniego pół roku chyba najlepiej odczuliśmy co o nas myśli partia rządząca (jeśli mam być konkretna i zarazem delikatna mają nas gdzieś), a poza tym obecny system emerytalny jest do kosza:
1. częściowo emerytury mają być brane z zarobków... naszych dzieci i wnuków, których jak wiemy jest coraz mniej i właściwie to państwo powinno ostro zainwestować politykę prorodzinną a nie w "wiek emerytalny".
2. Druga część emerytur ma być finansowanych ze środków państwowych. Brzmi to nawet nieźle, tyle że jest mały problem. A właściwie to duży jak nasza dziura budżetowa. W moim mniemaniu, skoro obecny budżet nie radzi sobie z obecnymi wydatkami to powinno się je zmniejszać, a nie powiększać. A skoro powiększamy wydatki budżetowe to musimy mieć na nie kasę. A znając pomysły Tuska i Rostowskiego bez żadnych skrupułów mogą znów podwyższyć podatki. Co rzecz jasna zwiększy nasze koszty utrzymania.

W takim razie jak możemy się zabezpieczyć? To przede wszytskim zależy w jakim jesteśmy wieku, jakie mamy środki finansowe i jakie ryzyko jesteśmy w stanie podjąć.

Jeżeli dopiero wchodzimy w życie i mamy małe dochody, wbrew pozorom dobrze jest zainwestować w lokaty. Trzeba tu jednak bardzo uważać. Przede wszystkim przy wyborze lokaty musimy zwrócić uwagę, w jakim banku ją zakładamy, jak ten bank inwestuje swoje środki finansowe. Szczególnie teraz w dobie kryzysu, jeśli słyszmy że dany bank skupuje obligacje krajów "chwiejących się gospodarczo" lepiej wykreślić go z naszej listy. Dlatego warto omijać banki śródziemnomorskie i angielskie, jesli chodzi o Europę. Względnie bezpieczne są banki niemieckie, szwajcarskie, skandynawskie oraz, uwaga, nasz ojczysty: PKO BP. Wbrew pozorom PKO BP ma całkiem mądrych analityków. Ważne jest też oprocentowanie i warunki lokaty. Ciekawym instrumentem finansowym są też polisy lokacyjne, omijające podatek Belki (przypominam, jest to aż 19%).

Kiedy jesteśmy już ustatkowani, mamy stałe dochody, a także lubimy ryzyko można się zacząć poważnie zastanowić nad kupnem akcji. Co prawda, jest kryzys, ale to nie znaczy, że nie można na nim zarobić. Niezły paradoks. Trzeba się skupić tak naprawdę na grze na tzw. "spadkach" i kasa wraca do kieszeni z niezłym profitem. Jest to jednak działka dla osób o mocnych nerwach. Bardziej bezpieczne są fundusze inwestycyjne. Tu zwracamy uwagę na termin wykupu jednostek!

A co zrobić, kiedy zbliżamy się już do jesieni życia? Tu polecam obligacje skarbowe, najbezpieczniejszą z inwestycji. Nie polecam bynajmniej obligacji krajów, które mają kłopoty z gospodarką (typu: Grecja, Włochy Hiszpania, Irlandia).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz