Siemka!
Dzisiaj notkę poświęcę notkę na zagadnienie czysto
ekonomiczne, jakim jest zasiłek dla bezrobotnych. Ten post otwiera zarazem
cykl, który będzie pojawiał się co tydzień we wtorek. Postanowiłam go
rozpocząć, ponieważ spora część moich znajomych, jak i osób wypowiadających się
publicznie na temat ekonomii, a szczególnie makroekonomii ma bardzo niewielkie
pojęcie o niej, sprowadzające się jedynie do definicji podstawowych pojęć.
Tymczasem makroekonomia (jak i jej „mamuśka” – ekonomia oraz „siostra” – mikroekonomia) nie jest nauką suchych pojęć, ale przede wszystkim relacji między nimi, z których często statystyczny Polak nie zdaje sobie sprawy, choć decydują one niejednokrotnie na jakim poziomie żyje. Tak więc trzeba się troszkę podedukować moim zdaniem. A teraz do meritum:
Tymczasem makroekonomia (jak i jej „mamuśka” – ekonomia oraz „siostra” – mikroekonomia) nie jest nauką suchych pojęć, ale przede wszystkim relacji między nimi, z których często statystyczny Polak nie zdaje sobie sprawy, choć decydują one niejednokrotnie na jakim poziomie żyje. Tak więc trzeba się troszkę podedukować moim zdaniem. A teraz do meritum:
Zasiłek dla
bezrobotnych, cóż to takiego? Konkretniej przyjmuje ono postać ubezpieczenia od
utraty pracy: polega na tym, że państwo zapewnia pewien dochód pracownikom,
którzy tracą pracę. Tak i na tym mniej więcej kończy się powszechne prawidłowe
mniemanie o zasiłku. Od czasu do czasu w telewizji lub Internecie można
usłyszeć głosy, że państwo powinno podwyższyć zasiłek dla bezrobotnych. Jednak
rząd rzadko kiedy to robi, zastanawialiście dlaczego? Część osób z pewnością
odpowie „ chcą egoistyczni i całą kasę ciągną dla siebie” pewnie jest i w tym
sporo prawdy, jednak problem z punktu widzenia naukowego jest bardziej złożony.
Podwyższenie zasiłku dla bezrobotnych powoduje określone konsekwencje. Owszem
na chwilę obecną pozytywne dla społeczeństwa (o nich nie piszę, bo są proste do
wydedukowania), ale w dłuższej perspektywie niekoniecznie. Niby dlaczego? W tym
momencie posłużę się przykładem pewnego bezrobotnego z Niemiec. Co prawda jest
to skrajny przypadek, ale… idealnie pokazujący negatywne skutki podwyższenia
zasiłku:
Uogólniając: zbyt
wysoki poziom zasiłku może zniechęcić ludzi do podjęcia pracy, co spowoduje z
kolei wzrost bezrobocia. No bo po co harować jak za podobną kasę można siedzieć
w domu i nic nie robić? Byłoby nawet i ciekawie gdyby nie stagnacja gospodarcza
(nie kryzys!)
Dobra, czyli jak
powinien kształtować się poziom zasiłku? Według Leviatan’a zasiłek powinien być
wypłacany jedynie przez 6 miesiący:
Moim skromnym zdaniem
jest to również skrajność. W tej sytuacji najlepszy jest środek. Zasiłek nie
może być wypłacany jedynie przez 6 miesięcy. Sama znam przypadki, kiedy ludzie
pomimo aktywnego szukania pracy nie znaleźli jej w takim okresie. Wysokość
zasiłku zaproponowana przez Leviatana jest jak najbardziej akceptowalna,
ponieważ umożliwia „przeżycie”, ale równocześnie jest na tyle niska by
motywować do poszukiwania pracy, które mogą spowodować polepszenie warunków
życia. Jednakże, nie zgadzam się stanowczo, że zasiłek powinien być wypłacany
przez 6 miesięcy. Jest to krzywdzące dla tych osób, które nie ze swojej winy
nie mogą znaleźć pracy, ale dlatego, że jej zwyczajnie nie ma w miejscu
zamieszkania. Co w związku z tym? Trzeba zmienić zasady przyznawania zasiłku.
Konkretniej: do zasiłku powinni mieć prawo jedynie ci, którzy przedłożą
odpowiednie dokumenty poświadczające udział w przynajmniej kilku rozmowach
kwalifikacyjnych w ciągu ostatniego przykładowo miesiąca, rzecz jasna z
pieczątkami i podpisami, żeby uniknąć fałszerstw.
Tak więc, jeśli znowu przyjdzie komuś ochota krzyknąć: ZWIĘKSZYĆ
ZASIŁKI DLA BEZROBOTNYCH, niech najpierw zastanowi się nad konsekwencjami.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz